sobota, 29 października 2016

Booktour: | 105 | "Mimo moich win" Tarryn Fisher

Nr. recenzji: 105
Tytuł: Mimo moich win
  Autor: Tarryn Fisher
Tom: 1
Seria: Mimo moich win
Liczba stron: 300
Data polskiego wydania: 2 czerwca 2016 
Wydawnictwo: Otwarte
  Gatunek: Obyczajowe, Romans
Ocena: 3/10

 Oj już czuję w kościach, że nie będzie to łatwa recenzja. Wiem, że wszyscy się rozwodzą nad tą powieścią. Nie wiem dokładnie o czym, tak jak to zwykle bywa pod koniec recenzji zmierzę się z paroma (losowo wybranymi) recenzjami ze strony lubimyczytać.pl i zobaczymy, czy moje zdanie na temat tej powieści się zmieni.

W jednym zdaniu: nie podobało mi się. Ni w 3, ni w 5. 
Y-y. 
Opowieść ta od pierwszych stron kojarzyła mi się z "Love Rosie" Cecelii Ahern. Zdziwiło mnie, że jednocześnie odgrywały się dwa biegi historii: czas Kiedyś i Teraz. Pierwszy ukazywał dawną historię, kiedy nasza główna bohaterka po raz pierwszy zakochała się w Calebie i odkryła, że naprawdę spoko z niego gość. Drugi oznacza poznanie się po latach. Caleb po wypadku samochodowym dostaje amnezji, przez co nie pamiętając naszej głównej bohaterki, wpada na nią w sklepie muzycznym. Dziewczyna pozwala sobie poznać go na nowo, jednak wciąż pamięta błędy przeszłości i czuje, że gdy tylko chłopak odzyska pamięć to wyrzuci ją z jego życia już na zawsze, kolejny raz łamiąc jej serce. Mimo tego, historia toczy się dalej - swoim torem, swoim planem. Chyba każdy z nas domyśli się, jak też potoczą się losy naszych bohaterów - to książka z rodzaju tych, które tylko ukazują realizację z góry narzuconego planu.

niedziela, 23 października 2016

| 104 | "Mistrz i zielonooka nadzieja" Johanna Kern

Nr. recenzji: 104
Tytuł: Mistrz i zielonooka nadzieja
  Autor: Johanna Kern
Tom: 1
Seria: -
Liczba stron: 570
Data polskiego wydania: 2016 
Wydawnictwo: Humans of planet earth ASSN
  Gatunek: Filozoficzne, naukowe 
Ocena: -/10

O powieści prawdopodobnie nikt z czytelników mojego bloga nie słyszał. Szczerze mówiąc do momentu, kiedy zaproponowano mi egzemplarz recenzencki, sama także nigdy o niej nie słyszałam. Filozofia, religia, nauka - raczej nie jest to mój gatunek, oczywiście pomijając podręczniki szkolne. Mimo wszystko stwierdziłam - czemu nie? i spróbowałam przeczytać. 

"Mistrz i zielonooka nadzieja" to zdecydowanie książka niepowtarzalna. Mówię to zarówno w dobrym, jak i złym tego słowa znaczeniu. 

Historia opisuje życie Johanny Kern - jest to jakby jej biografia, opisująca co działo się po jej wyemigrowaniu do Ameryki Północnej. Jak z przeciętnej mieszkanki Kanady, stała się reżyserem i spełniała swoje marzenia. 
Nie jest to jednak jedyny wątek tej powieści. Życiem autorki wstrząsnęły transy z mitycznym Mistrzem. Kobieta poznaje tam ciekawe i bardzo mądre spojrzenia na świat, uczy się jak żyć pełnią życia i osiągnąć każdy sukces. Mimo wielu chwil zwątpienia, mimo spotkań z psychologiem dziewczyna nie poddała się i dalej poznawała nauki, o których tak naprawdę wszyscy wiemy. Jak to ostatnio podsumował ksiądz mnie nauczający - Są trzy prawa: naturalne, objawione i stanowione. Mistrz skupia się na rozszerzeniu pojęcia prawa naturalnego i objawionego, robi to jednak w niezwykły sposób, ponieważ zbiera wszystko - całe dobro tego świata, w jedną całość, którą autorka opisała w tej powieści. 

niedziela, 16 października 2016

Booktour: | 103 | "Jak powietrze" Agata Czykierda-Grabowska

Nr. recenzji: 103
Tytuł: Jak powietrze
  Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Tom: 1
Seria: Między -
Liczba stron: 480
Data polskiego wydania: 20 lipca 2016 
Wydawnictwo: OMG Books
  Gatunek: New Adult
Ocena: 7/10

Witajcie w kolejnej recenzji! Tym razem z odsieczą przybył Book Tour, chociaż i tym razem zastanawiam się nad kupnem książki. Dlaczego? Po pierwsze, jak już wiele razy wspominałam jestem sroką okładkową, więc po prostu czuję w kościach, że potrzebuję tej okładki w moich zbiorach... Żeby zobaczyć kolejne powody lub też (anty)powody czytajcie dalej :))

Uwaga! Recenzja zawiera spore ilości sarkazmu i humoru. Czytelniku bądź gotowy psychicznie. Piszę to po ciężkim tygodniu. Uwierzcie mi, że nie mam wyboru. 

Książka [jak głosi okładka] jest pierwszą polską powieścią z gatunku New Adult. Z tym się zgodzę, chyba nie spotkałam się jeszcze z czymś podobnym w polskim wykonaniu. 
Pewnego dnia Oliwia gdzieś się bardzo śpieszyła i prawie przejechała Dominika. Po tragicznym złamaniu nogi, rozpoczynają się negocjacje o zawiezieniu chłopaka do szpitala. 

[- No chodź, zawiozę cię. - Ale ja nie chcę. - Ale MUSISZ?] 

Będąc w szpitalu chłopak prosi o odebranie jego rodzeństwa z przedszkola i podrzucenie dzieciaków do domu. Luzik arbuzik, nigdzie nam się nie śpieszy. Po pozytywnym wykonaniu zadania dziewczyna postanawia pomóc chłopakowi. Chce podwozić i odbierać jego rodzeństwo. Chyba nie ma na tym świecie osoby, która nie chciałaby szofera, nie? *Jeżeli jesteś tą osobą - zgłoś się! Dla paru szczęśliwców nagroda - szeroki uśmiech na mojej twarzy.* Parę dni później pomiędzy nimi zaczyna tworzyć się uczucie. Jednak, czy to może być takie proste?


wtorek, 4 października 2016

| 102 | "Jak internet ratował Kubę" Wioletta Szczepańska


numer. recenzji: 102
Tytuł: Jak internet ratował Kubę
  Autor: Wioletta Szczepańska
Tom: -
Seria: -
Liczba stron: 280
Data polskiego wydania: rok 2016
Wydawnictwo: Self-publishing 
  Gatunek: Biografia
Ocena: -

Dzisiaj będzie trochę bardziej "na poważnie", ponieważ historia, o której chcę wam powiedzieć parę słów zwraca uwagę na coś bardzo istotnego - na pomoc osobom potrzebującym, ale także o dbanie o własne ambicje, pokonywanie wszelkich przeszkód i dążenie do celu, nie słuchając opinii twierdzących, że nie warto próbować, po co się męczyć, przecież można się poddać. Piękne, prawda? Nawet ja, zagorzała przeciwniczka biografii wszelkich maści, przełamałam się i postanowiłam spróbować przeczytać. Zaciekawił mnie opis, ale także okładka oraz fakt, że być może dzięki mojej recenzji uda się ocalić kolejnemu dziecku wzrok. 

Być może słyszeliście już kiedyś o historii Kuby z Rzeszowa, który zachorował na raka oczu - siatkówczaka. Usunięto mu jedno oko, a rodzice wkrótce po tym usłyszeli, że rak się nie wycofał. Postanowili walczyć za wszelką cenę i uratować wzrok Kubusia. Jednak jedyne słowa jakie usłyszeli od NFZ twierdziły o usunięciu także drugiego oka. Wzięli więc sprawę w swoje ręce i zaczęli prosić internautów o pomoc. W trzy dni udało im się uzbierać kolosalną kwotę, dzięki której mogli pojechać na zabieg. 
Piękna historia, z której moim zdaniem każdy z nas jest w stanie się czegoś nauczyć.