wtorek, 11 sierpnia 2015

| 14 | Ja, anielica Katarzyna Miszczuk - recenzja

Nr. recenzji: 14
Tytuł: Ja, diablica
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tom: 2
Liczba stron: 384
Data polskiego wydania: 28 września 2011
Wydawnictwo: W.A.B
  Gatunek: Fantasy, Romans
Ocena: 2/10
Drugi tom przygód Wiktorii Biankowskiej. 
Na początku poznajemy trochę z życia postaci na Ziemi. Jednak pewnego dnia nieznajomy daje jej jabłko. Zieloną papierówkę. 
Wracając do domu dziewczyna widzi Monikę wychodzącą z mieszkania swojego chłopaka - Piotra. Szybko następuje kłótnia, w której dowiadujemy się o zdradzie. 
Kiedy dziewczyna próbuje jabłka powracają wspomnienia z Piekła. 
Po raz drugi spotyka nieznajomego - tym razem już wie, że to Beleth. Diabeł prosi ją o dość nietypową rzecz. Wiedząc, że dziewczyna obdarzona jest Iskrą Bożą chce, aby spróbowała przywrócić mu skrzydła - da mu to możliwość powrotu do Nieba. 
Eksperyment udaje się, ale nasi bohaterowie muszą poczekać na rozprawę, na której zarząd Arkadii zadecyduje, czy mogą stać się aniołami. Wtedy, chcąc udowodnić swoją niewinność do Nieba przybywa były chłopak Wiktorii. Zawiera umowę z aniołem - Moronim, któremu zależy na zostaniu nowym Bogiem.

Powieść podobała mi się, ale może już nie tak bardzo jak pierwsza część.
 Powód jest prosty: nie cierpię powielania schematu. 
Jeżeli chodzi o treść książki, czy bohaterów - to zgodzę się jest inna niż w pierwszym tomie. Ale widać, że autorka się na nim wzorowała. To, co robi nasza bohaterka ma jeden schemat:
Dom -> Piekło ->  Azazel i Beleth -> rewolucja -> poszukiwanie czegoś -> rozprawa sądowa

  Byłam miło zaskoczona, że zmieniło się zachowanie Wiktorii. Zhardziała i już nie była aż tak ufna jak w pierwszym tomie. Stała się także dojrzalsza. Teraz można stwierdzić, że ma te 21 lat. Częściej korzysta ze swoich mocy. Już się nie boi tak bardzo, że gdzieś namiesza, albo coś takiego. 
Beleth... Nie, nie zmieniłam zdania. Zachowuje się tak samo jak w pierwszym tomie - wahania nastrojów i tym podobne. Mogę dodać tylko, że inteligencja okazuje się nie być jedną z jego mocnych stron.

Piotr przeszedł pewną przemianę.  Ze ślimaczego miśka stał się trochę bardziej odważną, pewną siebie osobą. Nadal go nie lubię, ale już trochę mniej. Podoba mi się, że w tym tomie postacie mają więcej ludzkich cech - popełniają błędy i dążą do ich naprawienia. 
Najciekawiej zostali przedstawieni Gabriel i Lucyfer. To "szefostwo" Nieba i Piekła, więc czytelnik oczekuje po nich najwięcej. Byli bardzo sympatyczni i wyrozumiali. Aż chciałoby się iśc i ich poznać bliżej. Szkoda, że nasi główni bohaterowie nie są tacy jak oni. 
Moją ulubioną postacią nadal pozostał Azazel. Szkoda, że pani Anny Kowalskiej nie ma już w tym tomie, ale śmieszny diabeł powraca z dawką humoru. 
" - NIE DOTYKAJ! - ryknął Zafkiel i zakrył panel sterowania swoim ciałem. 
Odsunęłam się zaskoczona. 
- Dlaczego?
- Bo ja go kiedyś nacisnąłem i od tej pory Zafkiel nikomu nie ufa - wyjaśnił mi Azazel pretensjonalnym tonem.
- To przycisk WIELKIEEEGO KATAKLIZMU! - zawołał anioł. 
- Do czego on służy?
(...)
- Może ja ci powiem, bo on się zaciął - stwierdził Azazel. - Kiedy całkowicie przypadkiem oparłem się o ten przycisk...
- Kiedy on się o niego "przypadkiem" oparł wyginęły dinozaury!!!"
Nie podobało mi się, że język nie stał się bogatszy. Wydawałoby się, że Niebo można by było opisać tak, aby w wyobraźni każdego czytnika powstał piękny obraz... Ale nie w tej książce. Poza opisem, że "Niebo było bajkowe" nie dostajemy niczego więcej. Opisy także są bardzo podobne do tych z pierwszej części. Kiedy czytałam Ja, diablicę pobłażałam, że może to małe doświadczenie autorki, że może w drugim tomie się coś zmieni... Nie dostałam tego. Na prawdę szkoda, bo książka mogłaby być o wiele lepsza z tak oryginalnym pomysłem na cześć pierwszą. 
Jeżeli udało się pierwszy raz wydać taką książkę, to uda się i drugi.
Zawiodłam się także na spotkaniu Wiktorii z rodzicami. Oczekiwałam ciepłej, miłej relacji, a dostałam czepiających się wszystkiego rodziców - podglądaczy. Może to miało być śmieszne... Starałam się zachowywać wyluzowanie i spokojnie podczas czytania książki. Ale to spotkanie okazało się trochę nad moje siły. Już po prostu nie wiedziałam jak zareagować. Śmiać się, czy może zacząć płakać? Tak bardzo pustych osób, szczególnie, że są to osoby dorosłe, już nawet zmarłe, mające dwójkę dzieci - nie spotkałam jeszcze w żadnej książce.
  Pisanie recenzji zmusza do głębszych przemyśleń na temat książki. Czasami jak przy 7 razy dziś dostrzegamy głębsze dno. Ale często - tak jak i teraz - widzimy, że ocena, którą chcieliśmy wystawić na początku w rzeczywistości spada. Wtedy dopiero widzimy płytkość utworu i niezrealizowany potencjał fabuły.

Lektura niestety nie spełniła moich oczekiwań. Liczyłam na większą ilość akcji i kryminału, a dostałam coś jak słabą komedię z wplecionym wątkiem fantastycznym. Przeczytam trzecią cześć. Ale chyba jedynie dla tego, że mam do niej darmowy dostęp w bibliotece i szkoda by było za rok, czy dwa wrócić i żałować, że jej nie przeczytam kiedy byłam "na świeżo" po wcześniejszych tomach. A jak coś chce się zaczynać to trzeba skończyć.
Dla wydawnictwa nadal duży plus! Okładka jest cały czas czymś  niespotykanym i egzotycznym. Duże brawa.
Cóż. Dotarliśmy do końca. Bardzo trudno jest stwierdzić, czy w ogóle warto polecić tę książkę. Może inaczej. Jeżeli jesteś osobą, która polubiła głównych bohaterów (czyli: Wiktorię, Piotrusia i Beletha) to kontynuacja powinna ci się spodobać. Jednak jeżeli jesteś osobą taką jak ja, która polubiła postacie drugoplanowe - będzie ciężko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)